Prezentujemy poniżej wybór wypowiedzi papieża Jana Pawła II o krzyżu i znaczeniu tego świętego symbolu w naszym życiu:
"Ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, że ten jubileuszowy krzyż patrzy w [stronę] Zakopanego i Krakowa, i dalej: w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk. (...) nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz."
Zakopane, Wielka Krokiew, 06.06.1997 r.
"Niech nie zostanie udaremniony Krzyż Chrystusa, bo jeśli udaremnia się Krzyż Chrystusa, człowiek zostaje pozbawiony korzeni i nie ma już przyszłości; jest zniszczony! To jest nasze wołanie u kresu XX wieku. Jest to wołanie Rzymu, wołanie Konstantynopola, wołanie Moskwy. I wołanie całego chrześcijaństwa: obu Ameryk, Afryki, Azji, wszystkich. Jest to wołanie nowej ewangelizacji."
List Apostolski Orientale Lumen
"Tak, Krzyż jest wpisany w życie człowieka. Kto próbuje usunąć go ze swojego życia, nie zna prawdy ludzkiej kondycji. Tak jest! Jesteśmy stworzeni do życia, ale nie możemy usunąć z naszej indywidualnej historii cierpienia i trudnych doświadczeń. (...) Rozpowszechniona dziś powierzchowna kultura, która przypisuje wartość tylko temu, co ma pozór piękna i co sprawia przyjemność, chciałaby wam wmówić, że trzeba odrzucić Krzyż. Ta moda kulturowa obiecuje sukces i szybką karierę, nakłaniając do realizacji własnych dążeń za wszelką cenę; zachęca do nieodpowiedzialnego przeżywania płciowości i do życia pozbawionego celu, wyzbytego szacunku dla innych. Otwórzcie oczy, młodzi przyjaciele: to nie jest droga prowadząca do radości i do życia, ale ścieżka wiodąca w przepaść grzechu i śmierci. Jezus mówi: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 24-25). (...) Jeżeli Krzyż zostaje przyjęty, przynosi zbawienie i pokój (...) Bez Boga Krzyż nas przygniata; z Bogiem daje nam odkupienie i zbawienie. (...) Weź Krzyż!, przyjmij go, nie pozwól, aby przygniotły cię wydarzenia, ale z Chrystusem zwyciężaj zło i śmierć! Jeżeli z Ewangelii Krzyża uczynisz program swojego życia, jeżeli pójdziesz za Chrystusem aż na Krzyż, w pełni odnajdziesz samego siebie!"
Podczas spotkania z młodzieżą na placu św. Jana na Lateranie, 02.04.1998 r.
"Krzyż to znaczy: oddać swe życie za brata, aby wraz z jego życiem ocalić własne. Krzyż znaczy: miłość silniejsza jest od nienawiści i od zemsty, lepiej jest dawać, aniżeli brać, angażowanie się jest skuteczniejsze od czczego stawiania żądań. (...) Krzyż znaczy: miłość nie zna granic – rozpocznij od tych, którzy są najbliżej ciebie, i nie zapominaj o tych, którzy są najdalej."
Wiedeń, 1983 r.
"I my znajdujemy się dziś w samym centrum dramatycznej walki między „kulturą śmierci“ i „kulturą życia“. Ale blask Krzyża nie zostaje przesłonięty przez ten mrok – przeciwnie, na jego tle Krzyż jaśnieje jeszcze mocniej i wyraźniej, jawi się jako centrum, sens i cel całej historii każdego ludzkiego życia."
Encyklika Evangelium vitae, 50.
"Nieść Krzyż za Jezusem oznacza być gotowym do wszelkiej ofiary z miłości do Niego oraz nie stawiać nikogo i niczego przed Niego, nawet najdroższych osób, nawet własnego życia. Wiecie, że przylgnięcie do Chrystusa jest wymagającym wyborem. Jednak to nie sami niesiemy krzyż. Przed nami idzie On..."
Loreto, 05.09.2004 r.
"Nie dziwcie się (...) jeśli na waszej drodze spotkacie Krzyż. Czyż Jezus nie powiedział do swoich uczniów, że ziarno pszenicy musi wpaść w ziemię i obumrzeć, aby wydać owoc? (por. J 12, 23-26) Wskazał w ten sposób, że Jego życie ofiarowane aż do śmierci stanie się urodzajne. Wiecie to: po zmartwychwstaniu Chrystusa nigdy więcej śmierć nie będzie ostatnim słowem. Miłość jest silniejsza od śmierci."
Watykan, 22.02.2004 r.
"Krzyż (...) "stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem [...]. Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka" (encyklika Dives in misericordia, 8.)"
Homilia podczas konsekracji Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, 17.08.2002 r.
piątek, 8 stycznia 2010
Krzyże to wewnętrzna sprawa Włoch, a nie Strasburga
Trybunał Konstytucyjny w Rzymie uznał w sprawie obecności chrześcijaństwa w miejscach publicznych wyższość prawa włoskiego nad systemem Rady Europy. To odpowiedź na kontrowersyjną decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który ukarał państwo włoskie za krzyże w szkole.
Sędziowie uznali, że pomiędzy orzeczeniem strasburskiego Trybunału a prawem włoskim jest konflikt, który wynika z braku uprawomocnienia. Zdaniem Katolickiego Instytutu Praw Człowieka i Rodziny, decyzja ta jest właściwym ostrzeżeniem przed ideologicznie motywowanymi orzeczeniami Trybunału Europejskiego oraz przekraczaniem przezeń granic kompetencji. Niektórzy włoscy prawnicy twierdzą natomiast, że orzeczenie włoskiego Trybunału Konstytucyjnego może zaszkodzić religijnej i światopoglądowej wolności w całej UE.
Nim projekt orzeczenia trafił do włoskiego TK, tuż przed Świętami zajął się nim włoski Senat. Jak powiedział senator Stefan Ceccanti, profesor prawa konstytucyjnego, krzyże w szkołach włoskich powinny pozostać, ponieważ symbol krzyża jest związany nieodłącznie z państwem włoskim.
Włoski senator dodał, że podstawowym dokumentem regulującym prawo we Włoszech jest konstytucja. Wynika to z „kultury religijnej oraz historycznego dziedzictwa narodu włoskiego, które kreśli granice konstytucji”.
Rząd włoski zobowiązał się do odwołania od decyzji Trybunału w Strasburgu powołując się od samego początku na artykuł siódmy włoskiej konstytucji który brzmi: „Państwo i Kościół są niezależne i suwerenne. Relacje między Kościołem katolickim i państwem włoskim regulują traktaty laterańskie, które ustanawiają zasadę wzajemnego uznawania i współistnienia świeckich i religijnych instytucji". Stąd np. krzyże mogą być obecne we włoskich szkołach i salach sądowych.
Źródło: MiWi/lifesitenews.com
Informacja za: Fronda.pl
Komentarz: Jak widać Włosi dali opór antychrześcijańskiemu wyrokowi Trybunału ze Strasburga, stanowiącemu kolejny krok na drodze do dechrystianizacji Europy, któremu to zjawisku należy się bezwzględnie przeciwstawić. Pamiętajmy, że podcinanie korzeni, z których wyrasta Stary Kontynent, zawsze kończyło się katastrofą.
Sędziowie uznali, że pomiędzy orzeczeniem strasburskiego Trybunału a prawem włoskim jest konflikt, który wynika z braku uprawomocnienia. Zdaniem Katolickiego Instytutu Praw Człowieka i Rodziny, decyzja ta jest właściwym ostrzeżeniem przed ideologicznie motywowanymi orzeczeniami Trybunału Europejskiego oraz przekraczaniem przezeń granic kompetencji. Niektórzy włoscy prawnicy twierdzą natomiast, że orzeczenie włoskiego Trybunału Konstytucyjnego może zaszkodzić religijnej i światopoglądowej wolności w całej UE.
Nim projekt orzeczenia trafił do włoskiego TK, tuż przed Świętami zajął się nim włoski Senat. Jak powiedział senator Stefan Ceccanti, profesor prawa konstytucyjnego, krzyże w szkołach włoskich powinny pozostać, ponieważ symbol krzyża jest związany nieodłącznie z państwem włoskim.
Włoski senator dodał, że podstawowym dokumentem regulującym prawo we Włoszech jest konstytucja. Wynika to z „kultury religijnej oraz historycznego dziedzictwa narodu włoskiego, które kreśli granice konstytucji”.
Rząd włoski zobowiązał się do odwołania od decyzji Trybunału w Strasburgu powołując się od samego początku na artykuł siódmy włoskiej konstytucji który brzmi: „Państwo i Kościół są niezależne i suwerenne. Relacje między Kościołem katolickim i państwem włoskim regulują traktaty laterańskie, które ustanawiają zasadę wzajemnego uznawania i współistnienia świeckich i religijnych instytucji". Stąd np. krzyże mogą być obecne we włoskich szkołach i salach sądowych.
Źródło: MiWi/lifesitenews.com
Informacja za: Fronda.pl
Komentarz: Jak widać Włosi dali opór antychrześcijańskiemu wyrokowi Trybunału ze Strasburga, stanowiącemu kolejny krok na drodze do dechrystianizacji Europy, któremu to zjawisku należy się bezwzględnie przeciwstawić. Pamiętajmy, że podcinanie korzeni, z których wyrasta Stary Kontynent, zawsze kończyło się katastrofą.
Świnoujście: prywatna wojna z krzyżami
Lesław Maciejewski pozwał do sądu gminę Świnoujście, bo uznał, że eksponując krzyże w urzędzie miejskim, naruszyła jego dobra osobiste – czytamy w „Rzeczpospolitej”. Maciejewski, który określa się jako wierzący, ale niedeklarujący przynależności do jakiegokolwiek Kościoła, zażądał usunięcia krzyża z sali obrad samorządu i ze wszystkich pomieszczeń urzędowych, z gabinetem prezydenta włącznie.
Jak utrzymuje, do walki z krzyżami przekonało go orzeczenie Trybunału Europejskiego w sprawie symboli religijnych we włoskich szkołach. – Wprost sprowokowały mnie jednak słowa któregoś z publicystów, który powiedział, że „w Polsce nie znajdzie się taki idiota, który by chciał walczyć z krzyżami” – twierdzi Maciejewski.
Związany z lewicą prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz zapowiada, że nie zamierza zdejmować krzyży, ani w swoim gabinecie, ani tych, które wiszą w sali obrad i w innych miejscach, gdzie urzędnicy je zawiesili.
Maciejewski, 53-letni mieszkaniec Świnoujścia, z zawodu jest malarzem budowlanym, ale żyje z wynajmowania pomieszczeń na sklepy w Świnoujściu – czytamy w „Rz”.
Zanim wysłał pozew do sądu, najpierw złożył wniosek do prokuratury – ale ta odmówiła wszczęcia postępowania – i wezwanie do prezydenta miasta o usunięcie krzyży z urzędu, które ten zignorował.
Według Maciejewskiego zło działań gminy polega na tym, że „nie umożliwia mu, by w sposób neutralny mógł brać udział w obradach Rady Miejskiej", gdzie „decyzje są podejmowane pod religijną presją” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Źródło: „Rzeczpospolita”
Informacja za: PiotrSkarga.pl
Jak utrzymuje, do walki z krzyżami przekonało go orzeczenie Trybunału Europejskiego w sprawie symboli religijnych we włoskich szkołach. – Wprost sprowokowały mnie jednak słowa któregoś z publicystów, który powiedział, że „w Polsce nie znajdzie się taki idiota, który by chciał walczyć z krzyżami” – twierdzi Maciejewski.
Związany z lewicą prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz zapowiada, że nie zamierza zdejmować krzyży, ani w swoim gabinecie, ani tych, które wiszą w sali obrad i w innych miejscach, gdzie urzędnicy je zawiesili.
Maciejewski, 53-letni mieszkaniec Świnoujścia, z zawodu jest malarzem budowlanym, ale żyje z wynajmowania pomieszczeń na sklepy w Świnoujściu – czytamy w „Rz”.
Zanim wysłał pozew do sądu, najpierw złożył wniosek do prokuratury – ale ta odmówiła wszczęcia postępowania – i wezwanie do prezydenta miasta o usunięcie krzyży z urzędu, które ten zignorował.
Według Maciejewskiego zło działań gminy polega na tym, że „nie umożliwia mu, by w sposób neutralny mógł brać udział w obradach Rady Miejskiej", gdzie „decyzje są podejmowane pod religijną presją” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Źródło: „Rzeczpospolita”
Informacja za: PiotrSkarga.pl
Rektor Uniwersytetu Papieskiego JPII: Usuwanie krzyży to współczesne prześladowanie chrześcijan
Prześladowanie wierzących polega we współczesnym świecie, także w Polsce, na usuwaniu krzyży z miejsc publicznych. Pojawiło się jednak wielu obrońców Krzyża, za nimi pójdą następni – napisał ks. prof. Jan Dyduch, rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w liście odczytywanym w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia w kościołach archidiecezji krakowskiej.
W liście ks. prof. Dyduch nawiązuje do obchodzonego w tym dniu w Kościele święta św. Szczepana, pierwszego męczennika. "Orszak wyznawców Jezusa, który zapoczątkował św. Szczepan, przemierza świat poprzez wieki. Nie jest to marsz triumfalny – towarzyszą mu prześladowania i męczeństwo" – zauważa rektor krakowskiej uczelni papieskiej.
"Mogłoby się wydawać, że w naszej epoce, w której tak wiele mówi się i pisze o godności człowieka, o jego prawach i wolności, nie ma miejsca na prześladowania za wiarę czy poglądy religijne. Częstokroć jest wprost przeciwnie" – uważa ks. prof. Dyduch.
Jego zdaniem, sytuacja niekiedy staje się dramatyczna i alarmująca – informacje o prześladowaniach chrześcijan w Azji i Afryce „podawane nieśmiało i mają bardzo małą siłę przebicia”, w niewielkim stopniu docierając do opinii publicznej, a „świat zachowuje wobec tych faktów zadziwiające milczenie”. „Milczą najpotężniejsze środki przekazu, milczą najbardziej wpływowi politycy, dziennikarze, działacze społeczni. Takie milczenie jest karygodne" – stwierdza ks. prof. Dyduch.
Rektor podkreśla, że chrześcijanie nie mogą milczeć w obliczu prześladowań ich braci w wierze. „Obowiązuje nas solidarność i niesienie im wielorakiej pomocy. Dlatego tak potrzebne i ważne są akcje przypominające o dziejącym się złu, jak choćby Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym 8 listopada" – przypomina ks. prof. Dyduch.
W opinii rektora UPJPII prześladowanie wierzących polega we współczesnym świecie także na usuwaniu krzyży z miejsc publicznych. "Agresywny ateizm nasilił w ostatnich miesiącach walkę z najbardziej podstawowym znakiem chrześcijaństwa, jakim jest Krzyż" - podkreśla w liście ks. Dyduch. Przejawem tego - według niego - jest orzeczenie Trybunału Strasburskiego z 3 listopada br., który przychylił się do skargi obywatelki Włoch i orzekł, że krzyż wiszący w sali szkolnej narusza wolność religijną i ma zostać usunięty. Trybunał nakazał usunięcie krzyży ze wszystkich włoskich szkół publicznych.
"Nie jest naszym zadaniem prowadzenie polemiki z naruszającym prawo do wolności religijnej i zasadę tolerancji wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jest jednak naszym obowiązkiem, który wyrażamy poprzez ten list, obrona Jezusowego Krzyża – symbolu nie tylko miłości i chrześcijańskiej wiary, ale też uniwersalnych wartości, takich jak wolność, pokój i godność człowieka" – czytamy w liście.
Zdaniem rektora, Krzyż także w Polsce ma pewną grupę przeciwników, którzy chcieliby go usunąć z miejsc publicznych. "Ten fakt był barometrem wolności. Łamanie praw człowieka, gwałcenie wolności obywatelskiej, deptanie godności osoby ludzkiej zawsze było związane z usuwaniem Krzyży, zaś czasom tak zwanych 'odwilży', połączonych z okresowym przywracaniem wolności, towarzyszyło ponowne wieszanie krzyży" - pisze ks. prof. Dyduch.
"Prawdą zatem jest - dodaje - że Chrystusowy Krzyż to symbol wiary, miłości, wolności i godności ludzkiej, ale to także symbol historii, kultury i tożsamości europejskiej".
"Nie ma Europy bez Krzyża – Europa bez Krzyża nie jest sobą. Dlatego każdy, kto chciałby usuwać krzyże, powinien usłyszeć zdecydowane 'nie'" - stwierdza rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.
Na zakończenie listu ks. prof. Dyduch podkreśla, iż należy się cieszyć, że w związku z próbami usuwania krzyży pojawiło się tak wielu obrońców Krzyża Jezusowego. "Możemy mieć nadzieję, że za nimi pójdą następni" - dodaje.
Źródło: KAI
Informacja za: PiotrSkarga.pl
W liście ks. prof. Dyduch nawiązuje do obchodzonego w tym dniu w Kościele święta św. Szczepana, pierwszego męczennika. "Orszak wyznawców Jezusa, który zapoczątkował św. Szczepan, przemierza świat poprzez wieki. Nie jest to marsz triumfalny – towarzyszą mu prześladowania i męczeństwo" – zauważa rektor krakowskiej uczelni papieskiej.
"Mogłoby się wydawać, że w naszej epoce, w której tak wiele mówi się i pisze o godności człowieka, o jego prawach i wolności, nie ma miejsca na prześladowania za wiarę czy poglądy religijne. Częstokroć jest wprost przeciwnie" – uważa ks. prof. Dyduch.
Jego zdaniem, sytuacja niekiedy staje się dramatyczna i alarmująca – informacje o prześladowaniach chrześcijan w Azji i Afryce „podawane nieśmiało i mają bardzo małą siłę przebicia”, w niewielkim stopniu docierając do opinii publicznej, a „świat zachowuje wobec tych faktów zadziwiające milczenie”. „Milczą najpotężniejsze środki przekazu, milczą najbardziej wpływowi politycy, dziennikarze, działacze społeczni. Takie milczenie jest karygodne" – stwierdza ks. prof. Dyduch.
Rektor podkreśla, że chrześcijanie nie mogą milczeć w obliczu prześladowań ich braci w wierze. „Obowiązuje nas solidarność i niesienie im wielorakiej pomocy. Dlatego tak potrzebne i ważne są akcje przypominające o dziejącym się złu, jak choćby Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym 8 listopada" – przypomina ks. prof. Dyduch.
W opinii rektora UPJPII prześladowanie wierzących polega we współczesnym świecie także na usuwaniu krzyży z miejsc publicznych. "Agresywny ateizm nasilił w ostatnich miesiącach walkę z najbardziej podstawowym znakiem chrześcijaństwa, jakim jest Krzyż" - podkreśla w liście ks. Dyduch. Przejawem tego - według niego - jest orzeczenie Trybunału Strasburskiego z 3 listopada br., który przychylił się do skargi obywatelki Włoch i orzekł, że krzyż wiszący w sali szkolnej narusza wolność religijną i ma zostać usunięty. Trybunał nakazał usunięcie krzyży ze wszystkich włoskich szkół publicznych.
"Nie jest naszym zadaniem prowadzenie polemiki z naruszającym prawo do wolności religijnej i zasadę tolerancji wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jest jednak naszym obowiązkiem, który wyrażamy poprzez ten list, obrona Jezusowego Krzyża – symbolu nie tylko miłości i chrześcijańskiej wiary, ale też uniwersalnych wartości, takich jak wolność, pokój i godność człowieka" – czytamy w liście.
Zdaniem rektora, Krzyż także w Polsce ma pewną grupę przeciwników, którzy chcieliby go usunąć z miejsc publicznych. "Ten fakt był barometrem wolności. Łamanie praw człowieka, gwałcenie wolności obywatelskiej, deptanie godności osoby ludzkiej zawsze było związane z usuwaniem Krzyży, zaś czasom tak zwanych 'odwilży', połączonych z okresowym przywracaniem wolności, towarzyszyło ponowne wieszanie krzyży" - pisze ks. prof. Dyduch.
"Prawdą zatem jest - dodaje - że Chrystusowy Krzyż to symbol wiary, miłości, wolności i godności ludzkiej, ale to także symbol historii, kultury i tożsamości europejskiej".
"Nie ma Europy bez Krzyża – Europa bez Krzyża nie jest sobą. Dlatego każdy, kto chciałby usuwać krzyże, powinien usłyszeć zdecydowane 'nie'" - stwierdza rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.
Na zakończenie listu ks. prof. Dyduch podkreśla, iż należy się cieszyć, że w związku z próbami usuwania krzyży pojawiło się tak wielu obrońców Krzyża Jezusowego. "Możemy mieć nadzieję, że za nimi pójdą następni" - dodaje.
Źródło: KAI
Informacja za: PiotrSkarga.pl
środa, 6 stycznia 2010
x. Wojciech Zięba: W OBRONIE PLUSZOWEGO MISIA
Ostatnie tygodnie były na tyle intensywne, że pozwoliły mi na nabranie pewnego dystansu do pamiętnej debaty, która odbyła się w połowie grudnia w naszym liceum. Najpierw - ostatni tydzień adwentu, potem - czas Bożego Narodzenia, wreszcie - wyjazd do Poznania na Europejskie Spotkanie Młodych organizowane przez Wspólnotę z Taize. Bardzo radosne i piękne wydarzenia.
Dopiero więc po kilku tygodniach przyjrzałem się różnym opiniom i komentarzom. Po pierwsze musze podziękować za bardzo wiele gestów poparcia, a także za głosy mniej entuzjastyczne. Ideowi przeciwnicy skupili się na symbolicznych gestach, co chyba jest przyznaniem się do dotkliwej porażki. Wspaniałe prezenty, jakie otrzymali nasi adwersarze są INTERPRETOWANE NIE TYLKO JAK NAJGORZEJ, ALE CORAZ GORZEJ. Słynny miś i pistolety z początku przyjęte były z niesmakiem, ale teraz po kilku tygodniach czytam, ze "ksiądz wyszydził i wykpił". Czy za parę miesięcy usłyszę, że molestowałem psychicznie misiem i groziłem bronią palną? To chyba w Ministerstwie Prawdy u Orwella co jakiś czas "aktualizowano" historię, usuwając niewygodne nazwiska i poprawiając fakty. Tytułu znakomitej książki (najważniejszego prezentu!) i nazwiska jej autora (J.H.H. Weiler, Chrześcijańska Europa) unika się jak ognia. "Dekalog defensora crucis", zasadnicza część mojego wystąpienia, też jest całkowicie ignorowany. Istnieją tylko pistolety i miś i to w najżałośniejszej interpretacji! Otóż wyjaśniam, że już w dzieciństwie moje pokolenie otrzymywało w prezencie (chyba z okazji dnia św. Mikołaja) rózgi (pomalowane, złote lub srebrne gałązki), do których przyczepiony bywał czarno-czerwony diabełek. Oczywiście rózgi mówiły "popraw się!", ale nikt nie rozdzierał szat, że dziecko jest maltretowane fizycznie i psychicznie!!! Nikt też nie uważał obecności diabełka za próbę postraszenia piekłem lub ukrytą promocję satanizmu. Ludzie oświeceni! Pięcioletnie dziecko rozumiało wówczas to, czego dziś nie mogą pojąć zawodowi intelektualiści?!
Pewien uczony dominikanin nazwał mnie żartobliwie "Palikotem tej debaty", co jest o tyle usprawiedliwione, że Pan Poseł, chyba po studiach filozoficznych, stara się swymi kontrowersyjnymi działaniami zmusić do myślenia. Oczywiście nie wszystkie jego zachowania są mi bliskie, zwłaszcza te, w których za ostro, czasem wręcz obraźliwie, wypowiada się o przeciwnikach. Ale to porównanie pozwoliło mi bardziej zastanowić się nad korzeniami moich zachowań. I myślę, że najbardziej wyszkoliła mnie słynna wrocławska Pomarańczowa Alternatywa, która - przypomnę zwłaszcza młodym - urządzała różne uliczne happeningi, podczas których milicjanci musieli uganiać się za młodzieżą przebraną za krasnoludki, w dodatku obwieszoną np. bezcennymi wówczas -bo nie do zdobycia- rolkami papieru toaletowego. Absurd i komizm tych sytuacji był nie tylko imponujący, ale również "rozbrajał" przeciwników, zawsze groźną milicję obywatelską. A teraz różowy miś wzbudza tyle złych emocji i dzieli zamiast łączyć? O tempora! O mores!
Pomarańczowa Alternatywa działała w okolicach rynku wrocławskiego, a ja od 1988-ego roku pracowałem "u św. Doroty" przy ul. Świdnickiej... Bywał wówczas w naszej gościnnej parafii słynny Major Fydrych, twórca Pomarańczowej Alternatywy. Współpracowaliśmy również z dzielnym ruchem Wolność i Pokój, który zajmując się sprawami bardzo poważnymi np. zniesieniem powszechnego obowiązku służby wojskowej nie stronił również od antykomunistycznych demonstracji mocno zaprawionych humorem. I jak ja w takich warunkach mogłem być śmiertelnie poważny?
A jeśli dziś, mimo "podeszłego wieku" wytrzymuję w szkole z szaloną młodzieżą, a tym bardziej w klinice, gdzie cierpią, a czasem odchodzą z tego świata dzieci, to chyba właśnie dlatego, że potrafię - z Bożą pomocą - zachować pogodę ducha, czego wszystkim smutnym i zbyt poważnym ludziom życzę.
x. Wojciech Zięba
Orwellowska metoda
Dopiero więc po kilku tygodniach przyjrzałem się różnym opiniom i komentarzom. Po pierwsze musze podziękować za bardzo wiele gestów poparcia, a także za głosy mniej entuzjastyczne. Ideowi przeciwnicy skupili się na symbolicznych gestach, co chyba jest przyznaniem się do dotkliwej porażki. Wspaniałe prezenty, jakie otrzymali nasi adwersarze są INTERPRETOWANE NIE TYLKO JAK NAJGORZEJ, ALE CORAZ GORZEJ. Słynny miś i pistolety z początku przyjęte były z niesmakiem, ale teraz po kilku tygodniach czytam, ze "ksiądz wyszydził i wykpił". Czy za parę miesięcy usłyszę, że molestowałem psychicznie misiem i groziłem bronią palną? To chyba w Ministerstwie Prawdy u Orwella co jakiś czas "aktualizowano" historię, usuwając niewygodne nazwiska i poprawiając fakty. Tytułu znakomitej książki (najważniejszego prezentu!) i nazwiska jej autora (J.H.H. Weiler, Chrześcijańska Europa) unika się jak ognia. "Dekalog defensora crucis", zasadnicza część mojego wystąpienia, też jest całkowicie ignorowany. Istnieją tylko pistolety i miś i to w najżałośniejszej interpretacji! Otóż wyjaśniam, że już w dzieciństwie moje pokolenie otrzymywało w prezencie (chyba z okazji dnia św. Mikołaja) rózgi (pomalowane, złote lub srebrne gałązki), do których przyczepiony bywał czarno-czerwony diabełek. Oczywiście rózgi mówiły "popraw się!", ale nikt nie rozdzierał szat, że dziecko jest maltretowane fizycznie i psychicznie!!! Nikt też nie uważał obecności diabełka za próbę postraszenia piekłem lub ukrytą promocję satanizmu. Ludzie oświeceni! Pięcioletnie dziecko rozumiało wówczas to, czego dziś nie mogą pojąć zawodowi intelektualiści?!
Psychoanaliza historyczna
Pewien uczony dominikanin nazwał mnie żartobliwie "Palikotem tej debaty", co jest o tyle usprawiedliwione, że Pan Poseł, chyba po studiach filozoficznych, stara się swymi kontrowersyjnymi działaniami zmusić do myślenia. Oczywiście nie wszystkie jego zachowania są mi bliskie, zwłaszcza te, w których za ostro, czasem wręcz obraźliwie, wypowiada się o przeciwnikach. Ale to porównanie pozwoliło mi bardziej zastanowić się nad korzeniami moich zachowań. I myślę, że najbardziej wyszkoliła mnie słynna wrocławska Pomarańczowa Alternatywa, która - przypomnę zwłaszcza młodym - urządzała różne uliczne happeningi, podczas których milicjanci musieli uganiać się za młodzieżą przebraną za krasnoludki, w dodatku obwieszoną np. bezcennymi wówczas -bo nie do zdobycia- rolkami papieru toaletowego. Absurd i komizm tych sytuacji był nie tylko imponujący, ale również "rozbrajał" przeciwników, zawsze groźną milicję obywatelską. A teraz różowy miś wzbudza tyle złych emocji i dzieli zamiast łączyć? O tempora! O mores!
Pomarańczowa Alternatywa działała w okolicach rynku wrocławskiego, a ja od 1988-ego roku pracowałem "u św. Doroty" przy ul. Świdnickiej... Bywał wówczas w naszej gościnnej parafii słynny Major Fydrych, twórca Pomarańczowej Alternatywy. Współpracowaliśmy również z dzielnym ruchem Wolność i Pokój, który zajmując się sprawami bardzo poważnymi np. zniesieniem powszechnego obowiązku służby wojskowej nie stronił również od antykomunistycznych demonstracji mocno zaprawionych humorem. I jak ja w takich warunkach mogłem być śmiertelnie poważny?
Długie zdanie końcowe
A jeśli dziś, mimo "podeszłego wieku" wytrzymuję w szkole z szaloną młodzieżą, a tym bardziej w klinice, gdzie cierpią, a czasem odchodzą z tego świata dzieci, to chyba właśnie dlatego, że potrafię - z Bożą pomocą - zachować pogodę ducha, czego wszystkim smutnym i zbyt poważnym ludziom życzę.
x. Wojciech Zięba
piątek, 1 stycznia 2010
Wystąpienie dr Łukasza Nyslera z debaty nt. obecności krzyży w polskich szkołach
Prezentujemy poniżej wystąpienie dr Łukasza Nyslera, które rozpoczęło prezentację stanowiska obrońców krzyży na debacie nt. obecności krzyży w polskich szkołach. Przypomnijmy, że odbyła się ona 16 grudnia 2009 r. we wrocławskim XIV Liceum Ogólnokształcącym.
"Zacznę w nietypowy sposób, tzn. od wyrażenia mojej solidarności z trójką uczniów, którzy są autorami petycji w sprawie zdjęcia krzyży w XIV LO. Gdy 20 lat temu, w pamiętnym 1989 roku kończyłem „czternastkę”, z powodzeniem mógłbym zostać podsumowany przez jakiś autorytet, że jestem „rozpuszczonym smarkaczem” czy „szczeniackim zadymiarzem”. Pan Dyrektor Marek Łaźniak, który był moim wychowawcą, zapewne zgodzi się ze mną...
Solidarność z trójką autorów petycji czuję także dlatego, że mam wiele zrozumienia dla wszelkiej maści religijnych dysydentów czy nonkonformistów. Sam przez kilkanaście lat uważałem się za ateistę i występowałem publicznie jako ateista, m.in. na spotkaniach organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, z którym związana jest Pani Zuzanna Niemier.
Przechodząc jednak do rzeczy, nie będę tu mówił o znaczeniu czy o wartości symbolu krzyża. Fakt, że Państwo domagacie się ściągnięcia krzyży ze ścian szkoły świadczy o tym, że tego znaczenia nie pojmujecie i tej wartości nie doceniacie. Chciałbym natomiast odwołać się do wartości i do zasad, które sami Państwo przywołujecie w Waszej petycji i które bliskie są chyba każdemu młodemu człowiekowi: do wolności, do tolerancji i do pluralizmu.
W imię wolności proszę Was: pozwólcie nam, katolikom, publicznie wyrażać nasze przekonania religijne. Pozwólcie nam cieszyć się wolnością. Nie przypominajcie nam czasów, kiedy publiczne manifestowanie wiary religijnej było, delikatnie mówiąc, źle widziane.
W imię tolerancji proszę Was: znoście cierpliwie publiczną obecność symbolu, z którym się nie utożsamiacie, który, jak sami twierdzicie, jest dla Was obojętny. Uszanujcie fakt, że dla tak wielu osób symbol ten tak wiele znaczy. Uszanujcie fakt, że tak wielu osobom – Waszym koleżankom i kolegom – zależy, aby w kilku salach Waszej szkoły symbol ten był obecny.
W imię pluralizmu proszę Was: żyjmy razem jako pełnoprawni członkowie tej samej społeczności, nie zamazując występujących między nami różnic. Pozwólmy tym różnicom w pokojowy sposób się uzewnętrzniać, artykułować również we wspólnej sferze publicznej. Możemy na co dzień się spotykać, możemy ze sobą współpracować, nie ukrywając przed sobą swoich przekonań religijnych czy światopoglądowych. Pluralizm nie polega na tym, że ukrywamy swoje tożsamości. Nie polega na – niemożliwej zresztą do zrealizowania – „światopoglądowej neutralności” sfery publicznej. Prawdziwy pluralizm polega raczej na tym, że pozwalamy naszym różnym tożsamościom swobodnie się manifestować i toczymy żywy, a zarazem przyjazny spór co do naszych różnych koncepcji dobra, różnych wizji światopoglądowych.
Na zakończenie chciałbym Wam podziękować. Wasza petycja, Wasze działania, kazały mi i zapewne też wielu innym osobom zastanowić się nad sensem i wartością symbolu krzyża.
Ostatnie kilkanaście dni to dzięki Wam wspaniałe rekolekcje adwentowe dla całej szkoły, dla wielu ludzi w całej Polsce.
Tak trzymać, Drodzy Państwo!
Dziękuję!"
"Zacznę w nietypowy sposób, tzn. od wyrażenia mojej solidarności z trójką uczniów, którzy są autorami petycji w sprawie zdjęcia krzyży w XIV LO. Gdy 20 lat temu, w pamiętnym 1989 roku kończyłem „czternastkę”, z powodzeniem mógłbym zostać podsumowany przez jakiś autorytet, że jestem „rozpuszczonym smarkaczem” czy „szczeniackim zadymiarzem”. Pan Dyrektor Marek Łaźniak, który był moim wychowawcą, zapewne zgodzi się ze mną...
Solidarność z trójką autorów petycji czuję także dlatego, że mam wiele zrozumienia dla wszelkiej maści religijnych dysydentów czy nonkonformistów. Sam przez kilkanaście lat uważałem się za ateistę i występowałem publicznie jako ateista, m.in. na spotkaniach organizowanych przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów, z którym związana jest Pani Zuzanna Niemier.
Przechodząc jednak do rzeczy, nie będę tu mówił o znaczeniu czy o wartości symbolu krzyża. Fakt, że Państwo domagacie się ściągnięcia krzyży ze ścian szkoły świadczy o tym, że tego znaczenia nie pojmujecie i tej wartości nie doceniacie. Chciałbym natomiast odwołać się do wartości i do zasad, które sami Państwo przywołujecie w Waszej petycji i które bliskie są chyba każdemu młodemu człowiekowi: do wolności, do tolerancji i do pluralizmu.
W imię wolności proszę Was: pozwólcie nam, katolikom, publicznie wyrażać nasze przekonania religijne. Pozwólcie nam cieszyć się wolnością. Nie przypominajcie nam czasów, kiedy publiczne manifestowanie wiary religijnej było, delikatnie mówiąc, źle widziane.
W imię tolerancji proszę Was: znoście cierpliwie publiczną obecność symbolu, z którym się nie utożsamiacie, który, jak sami twierdzicie, jest dla Was obojętny. Uszanujcie fakt, że dla tak wielu osób symbol ten tak wiele znaczy. Uszanujcie fakt, że tak wielu osobom – Waszym koleżankom i kolegom – zależy, aby w kilku salach Waszej szkoły symbol ten był obecny.
W imię pluralizmu proszę Was: żyjmy razem jako pełnoprawni członkowie tej samej społeczności, nie zamazując występujących między nami różnic. Pozwólmy tym różnicom w pokojowy sposób się uzewnętrzniać, artykułować również we wspólnej sferze publicznej. Możemy na co dzień się spotykać, możemy ze sobą współpracować, nie ukrywając przed sobą swoich przekonań religijnych czy światopoglądowych. Pluralizm nie polega na tym, że ukrywamy swoje tożsamości. Nie polega na – niemożliwej zresztą do zrealizowania – „światopoglądowej neutralności” sfery publicznej. Prawdziwy pluralizm polega raczej na tym, że pozwalamy naszym różnym tożsamościom swobodnie się manifestować i toczymy żywy, a zarazem przyjazny spór co do naszych różnych koncepcji dobra, różnych wizji światopoglądowych.
Na zakończenie chciałbym Wam podziękować. Wasza petycja, Wasze działania, kazały mi i zapewne też wielu innym osobom zastanowić się nad sensem i wartością symbolu krzyża.
Ostatnie kilkanaście dni to dzięki Wam wspaniałe rekolekcje adwentowe dla całej szkoły, dla wielu ludzi w całej Polsce.
Tak trzymać, Drodzy Państwo!
Dziękuję!"
czwartek, 31 grudnia 2009
"Młodzi Socjaliści" chcą "odkrzyżowania" Polski
Stowarzyszenie „Młodzi Socjaliści” zwróciło się do minister edukacji narodowej Katarzyny Hall z apelem o usunięcie symboli religijnych z polskich klas i sal wykładowych. Lewacka młodzieżówka wykorzystuje wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu sprzed prawie dwóch miesięcy, uznający obecność krzyży we włoskich szkołach za niezgodny z prawem do wolności religijnej uczniów.
„Młodzi Socjaliści” domagają się, by Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz podlegające mu kuratoria oświaty przekazały apel o usunięcie symboli religijnych dyrekcjom szkół. Chcą doprowadzić do sytuacji, w której od Nowego Roku polscy uczniowie i studenci "mogą wrócić do szkół wolnych od symboli religijnych". Grożą, że jeśli tak się nie stanie, będą zmuszeni „dociekać swoich praw w ramach wymiaru sprawiedliwości, z Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu włącznie”.
W odpowiedzi na apel, rzecznik MEN Grzegorz Żurawski stwierdził, że o wywieszeniu krzyży w szkole decyduje jej cała społeczność, a nie dyrektor placówki czy minister.
Źródło: rp.pl
Informacja za: PiotrSkarga.pl
Komentarz: Jak pokazują wypadki ostatnich kilku tygodni, walka z krzyżem nabiera rozpędu również w Polsce. Jest to atak zarówno na wiarę chrześcijańską, jak i na tradycje naszego narodu. Nie możemy bezczynnie się temu przyglądać, albowiem już dawno zauważono, że bierność dobrych ludzi jest wszystkim, czego zło potrzebuje, aby zatriumfować.
„Młodzi Socjaliści” domagają się, by Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz podlegające mu kuratoria oświaty przekazały apel o usunięcie symboli religijnych dyrekcjom szkół. Chcą doprowadzić do sytuacji, w której od Nowego Roku polscy uczniowie i studenci "mogą wrócić do szkół wolnych od symboli religijnych". Grożą, że jeśli tak się nie stanie, będą zmuszeni „dociekać swoich praw w ramach wymiaru sprawiedliwości, z Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu włącznie”.
W odpowiedzi na apel, rzecznik MEN Grzegorz Żurawski stwierdził, że o wywieszeniu krzyży w szkole decyduje jej cała społeczność, a nie dyrektor placówki czy minister.
Źródło: rp.pl
Informacja za: PiotrSkarga.pl
Komentarz: Jak pokazują wypadki ostatnich kilku tygodni, walka z krzyżem nabiera rozpędu również w Polsce. Jest to atak zarówno na wiarę chrześcijańską, jak i na tradycje naszego narodu. Nie możemy bezczynnie się temu przyglądać, albowiem już dawno zauważono, że bierność dobrych ludzi jest wszystkim, czego zło potrzebuje, aby zatriumfować.
wtorek, 29 grudnia 2009
Stanowcza wypowiedź polskich biskupów w obronie krzyża i małżeństwa
„Gdy ktokolwiek urąga Krzyżowi Chrystusowemu, trzeba powiedzieć jasno: dosyć! Historia świadczy, że każdy, kto – strojąc się w szaty obrońcy praw człowieka – walczył z krzyżem, ostatecznie okazywał się tyranem” – napisali biskupi polscy w Liście na Niedzielę Świętej Rodziny. W przesłaniu, które zostało odczytane 27 grudnia w kościołach w całej Polsce, zaapelowali do małżonków, by byli świadkami miłości w rodzinach i w życiu społecznym.
„Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego nam dał. Obok tej Miłości objawionej w Jezusie nie można przejść obojętnie – podkreślają biskupi w liście na święto Świętej Rodziny. „Betlejem to nie sentymentalna historia, ale kluczowy etap walki, jaką Bóg podjął o człowieka” – czytamy w liście pasterskim Episkopatu Polski.
„Bądźmy naprawdę świadkami tej Miłości! Łagodnie, ale zdecydowanie; jasno, jednoznacznie, odważnie – szanując prawa innych, ale też z mocą i konsekwencją domagając się poszanowania naszych praw” – piszą biskupi. Zaznaczają przy tym, że „Chrystusa nie można wyznawać jedynie od święta, a do tego po cichu i tylko prywatnie”. Episkopat zachęca do świadectwa wiary zarówno w domu, jak i w życiu publicznym.
Biskupi podkreślają, że gdy ktokolwiek urąga krzyżowi, trzeba jasno powiedzieć: dosyć. „Historia świadczy, że każdy – kto strojąc się w szaty obrońcy człowieka – walczył z krzyżem, ostatecznie okazywał się tyranem”. Gdyby ktokolwiek chciał budować Europę usuwając z niej krzyż – budowałby na piasku – dodają autorzy listu. A nawet gorzej, gdyż jest to podcinanie korzeni, z których wyrasta zachodnia cywilizacja.
Przyszedł czas na refleksję i samookreślenie – stwierdzają. „Niech centralne instytucje europejskie odpowiedzą jednoznacznie: w imię czego w Europie jest miejsce dla wszystkich ekstrawagancji, ale nie ma miejsca dla Chrystusa? Dlaczego – jak w najczarniejszych momentach totalitaryzmu – pozwala się urągać chrześcijanom i podburzać przeciwko nim?” – pytają biskupi.
W dalszej części listu autorzy zwracają się do małżonków. Zachęcają ich, aby byli nie tylko jednym ciałem, ale także sercem i duszą, i żeby ich miłość była wierna aż do końca życia. Przestrzegają przed zdradą oraz przed pochopną decyzją o emigracji zarobkowej, zwłaszcza jednego z małżonków, gdyż rozłąka rozluźnia wzajemne więzi.
Biskupi przypominają też, że miłość zamknięta na dzieci jest niedojrzała. Zachęcają mężów, by wiernie stanęli obok swoich żon i dzieci. Całym rodzinom radzą, aby włączyli się do ruchów i wspólnot, które pomogą im realizować ich ideały.
Biskupi przestrzegają przed niedojrzałą miłością, zamkniętą na dzieci. „Gdy dziecko się poczyna i rodzi – macie jeszcze jedną szansę, by pogłębić, a nawet odbudować waszą miłość!” – dodają.
Episkopat dostrzega wielką wartość ruchów i stowarzyszeń katolickich, które są ostoją dla rodzin.„Szukajcie takich środowisk i walczcie o czas na regularne spotkania. Nie szukajcie ich dopiero wtedy, gdy trzeba ratować zrujnowane małżeństwo” – piszą biskupi.
Miłość trzeba kształtować. Stanie się ona dojrzała dzięki regularnemu uczestnictwie w Eucharystii, najwspanialszej szkole Miłości. Autorzy listu zachęcają także do adoracji Najświętszego Sakramentu, która przedłuża to, co się wydarzyło podczas sprawowania Liturgii.
Tych, którzy dopiero przygotowują się do małżeństwa, biskupi przestrzegają, by nie zbanalizowali miłości. „Współżycie przedmałżeńskie, wspólne zamieszkanie przed ślubem, pornografia i rozwiązłość, nieprzyzwoite rozmowy i filmy – to wszystko niszczy Waszą miłość w samym zarodku”. Zachęcają młodych: „Pokażcie Waszym rówieśnikom, a przede wszystkim pokażcie sobie wzajemnie, że wierzycie w wielką, piękną miłość narzeczeńską i małżeńską oraz że jesteście gotowi o nią walczyć”.
Biskupi polecają też lekturę wydanego przez Episkopat dokumentu „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie”, który może stać się „inspiracją do rozwoju i drogą nawrócenia”.
Źródło: episkopat.pl, KAI
Informacja za: PiotrSkarga.pl
„Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego nam dał. Obok tej Miłości objawionej w Jezusie nie można przejść obojętnie – podkreślają biskupi w liście na święto Świętej Rodziny. „Betlejem to nie sentymentalna historia, ale kluczowy etap walki, jaką Bóg podjął o człowieka” – czytamy w liście pasterskim Episkopatu Polski.
„Bądźmy naprawdę świadkami tej Miłości! Łagodnie, ale zdecydowanie; jasno, jednoznacznie, odważnie – szanując prawa innych, ale też z mocą i konsekwencją domagając się poszanowania naszych praw” – piszą biskupi. Zaznaczają przy tym, że „Chrystusa nie można wyznawać jedynie od święta, a do tego po cichu i tylko prywatnie”. Episkopat zachęca do świadectwa wiary zarówno w domu, jak i w życiu publicznym.
Biskupi podkreślają, że gdy ktokolwiek urąga krzyżowi, trzeba jasno powiedzieć: dosyć. „Historia świadczy, że każdy – kto strojąc się w szaty obrońcy człowieka – walczył z krzyżem, ostatecznie okazywał się tyranem”. Gdyby ktokolwiek chciał budować Europę usuwając z niej krzyż – budowałby na piasku – dodają autorzy listu. A nawet gorzej, gdyż jest to podcinanie korzeni, z których wyrasta zachodnia cywilizacja.
Przyszedł czas na refleksję i samookreślenie – stwierdzają. „Niech centralne instytucje europejskie odpowiedzą jednoznacznie: w imię czego w Europie jest miejsce dla wszystkich ekstrawagancji, ale nie ma miejsca dla Chrystusa? Dlaczego – jak w najczarniejszych momentach totalitaryzmu – pozwala się urągać chrześcijanom i podburzać przeciwko nim?” – pytają biskupi.
W dalszej części listu autorzy zwracają się do małżonków. Zachęcają ich, aby byli nie tylko jednym ciałem, ale także sercem i duszą, i żeby ich miłość była wierna aż do końca życia. Przestrzegają przed zdradą oraz przed pochopną decyzją o emigracji zarobkowej, zwłaszcza jednego z małżonków, gdyż rozłąka rozluźnia wzajemne więzi.
Biskupi przypominają też, że miłość zamknięta na dzieci jest niedojrzała. Zachęcają mężów, by wiernie stanęli obok swoich żon i dzieci. Całym rodzinom radzą, aby włączyli się do ruchów i wspólnot, które pomogą im realizować ich ideały.
Biskupi przestrzegają przed niedojrzałą miłością, zamkniętą na dzieci. „Gdy dziecko się poczyna i rodzi – macie jeszcze jedną szansę, by pogłębić, a nawet odbudować waszą miłość!” – dodają.
Episkopat dostrzega wielką wartość ruchów i stowarzyszeń katolickich, które są ostoją dla rodzin.„Szukajcie takich środowisk i walczcie o czas na regularne spotkania. Nie szukajcie ich dopiero wtedy, gdy trzeba ratować zrujnowane małżeństwo” – piszą biskupi.
Miłość trzeba kształtować. Stanie się ona dojrzała dzięki regularnemu uczestnictwie w Eucharystii, najwspanialszej szkole Miłości. Autorzy listu zachęcają także do adoracji Najświętszego Sakramentu, która przedłuża to, co się wydarzyło podczas sprawowania Liturgii.
Tych, którzy dopiero przygotowują się do małżeństwa, biskupi przestrzegają, by nie zbanalizowali miłości. „Współżycie przedmałżeńskie, wspólne zamieszkanie przed ślubem, pornografia i rozwiązłość, nieprzyzwoite rozmowy i filmy – to wszystko niszczy Waszą miłość w samym zarodku”. Zachęcają młodych: „Pokażcie Waszym rówieśnikom, a przede wszystkim pokażcie sobie wzajemnie, że wierzycie w wielką, piękną miłość narzeczeńską i małżeńską oraz że jesteście gotowi o nią walczyć”.
Biskupi polecają też lekturę wydanego przez Episkopat dokumentu „Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie”, który może stać się „inspiracją do rozwoju i drogą nawrócenia”.
Źródło: episkopat.pl, KAI
Informacja za: PiotrSkarga.pl
Raport o marginalizacji chrześcijan
Przypadki osób, które straciły pracę lub były dyscyplinowane z powodu konfliktu pomiędzy wyznawaną przez nie wiarą a prowadzoną przez brytyjski rząd agresywną laicyzacją zostały wyszczególnione w raporcie zatytułowanym „Marginalizowanie chrześcijan”. Raport został opublikowany ostatnio w Wielkiej Brytanii przez Chrześcijański Instytut prowadzony przez wpływowe lobby ewangelickie.
Według autorów opracowania, ostatnie ustawy o niedyskryminacji i różnorodności uderzają w pierwszej kolejności w chrześcijan, którzy są najmniej chronioną grupą w kraju. W raporcie powołano się na badania opinii publicznej ze stycznia tego roku, w którym 84 proc. Brytyjczyków uznało, że wolność religii oraz słowa jest poważnie zagrożona w ich kraju.
„Rosnące poczucie nietolerancji odczuwane przez chrześcijan narasta zwłaszcza wtedy, gdy spotykają się oni z wrogością w imię równości i różnorodności” – napisali autorzy raportu. „Chrześcijanie zastanawiają się, dlaczego nie są traktowani jednakowo i dlaczego nie obejmuje ich przepis o różnorodności. Uważają, że hierarchia praw została tak ustalona, iż ochrona ich praw pozostaje na ostatnim miejscu. Dlatego też są przekonani, że przepisy o równości i różnorodności prowadzą jedynie do marginalizacji chrześcijańskich przekonań” – czytamy dalej.
George Pitcher, anglikański prałat i szef działu religijnego gazety „The Daily Telegraph” napisał w jej poniedziałkowym wydaniu, że rządowa ustawa równościowa, nad którą obecnie pracuje Izba Lordów, została wykorzystana przez „parlamentarnych sekularystów do usunięcia religii ze sfery publicznej”.
Pitcher zaznaczył, że każda kwestia będzie wykorzystywana przez sekularystów do marginalizowania wierzących. Praktycznie wszystko może zostać określone mianem dyskryminacji pod przykrywką równości, co jest szczególnym przejawem hipokryzji.
Przedstawiciele Kościoła katolickiego zaniepokojeni nową ustawą równościową przestrzegli, że doprowadzi ona do poważnych konfliktów pomiędzy Kościołem a państwem. Ustawa „będzie wykorzystywana jako maczuga, by zmusić Kościół katolicki do zaakceptowania żonatych mężczyzn, kobiet i aktywnych homoseksualsitów jako kapłanów”.
Najnowsze badania opinii publicznej pokazują, że w Wielkiej Brytanii wzrasta ciągle liczba osób niewierzących. O ile w 1983 r. ateistów było 31 proc, o tyle obecnie jest ich 43 proc. Tylko 23 proc. wierzących uważa się za anglikanów w porównaniu do roku 1983, kiedy za anglikanów uważało się 40 proc. populacji. Pośród anglikanów połowa przyznaje, że nigdy nie była w świątyni a tylko jedna piąta uczęszcza do kościoła raz w miesiącu.
Źródło: LifeSiteNews.com, AS
Informacja za: PiotrSkarga.pl
Według autorów opracowania, ostatnie ustawy o niedyskryminacji i różnorodności uderzają w pierwszej kolejności w chrześcijan, którzy są najmniej chronioną grupą w kraju. W raporcie powołano się na badania opinii publicznej ze stycznia tego roku, w którym 84 proc. Brytyjczyków uznało, że wolność religii oraz słowa jest poważnie zagrożona w ich kraju.
„Rosnące poczucie nietolerancji odczuwane przez chrześcijan narasta zwłaszcza wtedy, gdy spotykają się oni z wrogością w imię równości i różnorodności” – napisali autorzy raportu. „Chrześcijanie zastanawiają się, dlaczego nie są traktowani jednakowo i dlaczego nie obejmuje ich przepis o różnorodności. Uważają, że hierarchia praw została tak ustalona, iż ochrona ich praw pozostaje na ostatnim miejscu. Dlatego też są przekonani, że przepisy o równości i różnorodności prowadzą jedynie do marginalizacji chrześcijańskich przekonań” – czytamy dalej.
George Pitcher, anglikański prałat i szef działu religijnego gazety „The Daily Telegraph” napisał w jej poniedziałkowym wydaniu, że rządowa ustawa równościowa, nad którą obecnie pracuje Izba Lordów, została wykorzystana przez „parlamentarnych sekularystów do usunięcia religii ze sfery publicznej”.
Pitcher zaznaczył, że każda kwestia będzie wykorzystywana przez sekularystów do marginalizowania wierzących. Praktycznie wszystko może zostać określone mianem dyskryminacji pod przykrywką równości, co jest szczególnym przejawem hipokryzji.
Przedstawiciele Kościoła katolickiego zaniepokojeni nową ustawą równościową przestrzegli, że doprowadzi ona do poważnych konfliktów pomiędzy Kościołem a państwem. Ustawa „będzie wykorzystywana jako maczuga, by zmusić Kościół katolicki do zaakceptowania żonatych mężczyzn, kobiet i aktywnych homoseksualsitów jako kapłanów”.
Najnowsze badania opinii publicznej pokazują, że w Wielkiej Brytanii wzrasta ciągle liczba osób niewierzących. O ile w 1983 r. ateistów było 31 proc, o tyle obecnie jest ich 43 proc. Tylko 23 proc. wierzących uważa się za anglikanów w porównaniu do roku 1983, kiedy za anglikanów uważało się 40 proc. populacji. Pośród anglikanów połowa przyznaje, że nigdy nie była w świątyni a tylko jedna piąta uczęszcza do kościoła raz w miesiącu.
Źródło: LifeSiteNews.com, AS
Informacja za: PiotrSkarga.pl
niedziela, 27 grudnia 2009
Przemilczana "Chrześcijańska Europa" J.H.H. Weilera

Debata z 16 grudnia 2009 r. na temat obecności krzyży w polskich szkołach zakończyła się klęską przeciwników krzyży. Nic zatem dziwnego, że od tamtej pory "Gazeta Wyborcza", wspierająca swoimi działaniami tych, którym symbol nieskończonej Miłości Boga do człowieka przeszkadza, robi wszystko, aby dyskusję przedstawić jako niemerytoryczną. 17 grudnia, dzień po debacie, p. Jacek Harłukowicz (dziennikarz "GW") napisał:
Zamiast merytorycznej rozmowy - show i pyskówka. Tak skończyła się debata "Czy powinno się usunąć krzyże z klas szkolnych" we wrocławskim XIV LO. Krucyfiksy zostają na ścianach, ich przeciwnikom ksiądz rozdawał... zabawki.
Cały artykuł został zaś przez niego zatytułowany Krzyże, misie i pistolety.
Całą debatę można obejrzeć na Youtube, więc nie warto nawet komentować absurdalnego stwierdzenia, że była ona niemerytoryczna. Każdy trzeźwo myślący świadek dyskusji wiedział po jej zakończeniu, że "Gazeta Wyborcza" spłyci całość do ostatnich 2 minut, ponieważ reszta (2 godziny) jest dla niej wysoce niewygodna. Dlaczego? Z prostej przyczyny - przeciwnicy obecności krzyży w polskiej przestrzeni publicznej nie potrafili obronić swojego stanowiska, przemilczeli niejeden argument drugiej strony.
Warto natomiast zwrócić uwagę na pewien fakt - x. Wojciech Zięba zanim wręczył zabawki trójce uczniów przeciwnych krzyżom (który to gest miał być wyrazem poczucia humoru, a nie pogardy czy wyśmiania oponentów), podarował im książki "Chrześcijańska Europa", autorstwa ortodoksyjnego Żyda J.H.H. Weilera, który zachwycił się chrześcijańskim dziedzictwem Starego Kontynentu. Jak można się łatwo domyślić - "Gazeta Wyborcza" rozmyślnie ów fakt przemilczała.
W tym miejscu warto przytoczyć fragment wspomnianej książki:
"A teraz pozwólcie, że przejdę do czegoś oczywistego. Zawsze pociągała mnie historia opowiedziana w XIII rozdziale Księgi Liczb oraz w rozdziale I Księgi Powtórzonego Prawa - o ludziach, których posłano, aby zbadali Ziemię Obiecaną: mitte viros qui considerent terram Chanaan! W tekście hebrajskim użyto słowa "turu" - to pierwsi turyści! Wyobraźmy więc sobie turystów, których wysłano dla zbadania europejskiej Ziemi Obiecanej. Niech wylądują na przykład w Palermo i wyruszą na północ, przemierzając Włochy Austrię i Słowenię, docierając wreszcie do Niemiec. Następnie jedni niech skierują się dalej na północ, do krajów skandynawskich, inni na zachód, do Beneluksu i przez Francję na Półwysep Iberyjski; jeszcze inni niech wybiorą się na wschód w celu zbadania obszarów, które do niedawna nazywano Europą Wschodnią.
Jaką zdaliby nam relację? Byłaby to opowieść o niewielkim, niestety, kontynencie, różnorodnym niczym wieża Babel - bogatym i skupiającym bardzo różniące się narody zamieszkujące terytoria o odmiennej topografii i klimacie, porozumiewające się wieloma językami, odwołujące się do różnych historii (choć dotyczących czasem tych samych wydarzeń). Każdy z tych narodów chlubi się własnymi zdobyczami kultury, i zapewnia, że to jego kuchnia (a przynajmniej kawa, likiery, chleb) jest najlepsza, a jeziora (lub też morze niebo, góry, język, a nawet kobiety) - najpiękniejsze. Każdy też zdecydowany jest zachować wszystkie te odrębności.
Gdzie więc w całym tym "pomieszaniu" odnaleźć Europę?
Po krótkim zastanowieniu podróżnicy wspomnieliby niewątpliwie cuda wspólnego rynku europejskiego, dzięki któremu te tak bardzo różniące się narody podobnie się ubierają (w stroje wykonane zazwyczaj w Chinach), używają bardzo podobnych narzędzi i wyposażenia (wykonanego w Japonii, na Tajwanie lub w Korei), oglądają te same filmy (nakręcone - o zgrozo! - w Stanach Zjednoczonych) i zasypiają przy podobnych programach telewizyjnych, przerywanych niemal identycznymi reklamami (zrealizowanymi - przynajmniej to - w Europie).
Jednakże odkrywcy Europy opowiedzieliby też zapewne o innych swoich spostrzeżeniach. O tym, że wszędzie, gdzie mieszkają ludzie, nawet w najmniejszej miejscowości, na każdym cmentarzu, nad wszystkimi niemal grobami - choć pokrywać je mogą napisy w różnych językach - prawie zawsze wznosi się ten sam chrześcijański krzyż. I bez względu na to, czy grób pochodzi z roku 1003, 1503 czy 2003 - dla każdego odwiedzającego cmentarz krzyż ten znaczy zawsze to samo.
Opowiedzieliby następnie, że nie ma miasta ani nawet większej wsi bez choćby jednego chrześcijańskiego kościoła. Tak jest przynajmniej w Europie zachodniej, gdzie wolność religii nie jest zdobyczą nową, a chrześcijaństwo w ciągu wieków wyrażało się również w budowaniu kościołów. W niektórych miejscowościach kościoły te mogą stać puste przez większą część roku; trwają tam jednak, często majestatycznie piękne, dominując w samym sercu przestrzeni publicznej.
Nasi turyści odkryliby również synagogi (znacznie liczniejsze przed rokiem 1939) i meczety, a także hebrajskie i muzułmańskie cmentarze. I one współtworzą europejski pejzaż, są jednak o wiele mniej liczne, co jeszcze bardziej podkreśla chrześcijański charakter Europy."
J.H.H. Weiler, Chrześcijańska Europa, W drodze 2003
Skoro ortodoksyjnego Żyda (notabene mieszkającego w USA) zachwyca chrześcijańskie dziedzictwo Europy, to jak my - jej mieszkańcy, potomkowie jej twórców - moglibyśmy się go wyrzec?
Subskrybuj:
Posty (Atom)